Introwertyk na imprezie



Może to być dla niektórych zaskoczeniem, lecz tak, my introwertycy również wychodzimy do ludzi. I nawet to lubimy – ale niezbyt często. Może teraz opiszę te przeżycia wedle swojej wiedzy. 

Na samym początku pragnę zdementować plotki, iż introwertycy nigdy nie chodzą na imprezy i nie spotykają się z ludźmi i generalnie to tylko siedzą w domu (pomijając wyjścia do pracy i do sklepu). O dziwo mamy znajomych, lubimy gdzieś wyjść i lubimy się dobrze bawić. Jednakże w przeciwieństwie do ekstrawertyków nie potrzebujemy tych wyjść kilka razy w tygodniu, ponieważ jest to po prostu męczące. Spotkanie z osobą, której się dawno nie widziało jest naprawdę przyjemne, lecz wymaga zużycia energii. W przeciwieństwie do normalnych ludzi (czy też ekstrawertyków) introwertycy nie ładują życiowych baterii spotykając się z ludźmi, lecz je pomalutku tracą, ładując je we własnym towarzystwie. Nie chcę być zrozumiana źle – naprawdę POTRZEBUJEMY i CENIMY innych ludzi, jak powszechnie wiadomo, bliskie kontakty z innymi są niezbędne do szczęśliwego i długiego życia. 

Idąc dalej, introwertycy mają (raczej) statystycznie mniej znajomych niźli przeciętny ekstrawertyk – kilka bliskich osób i tyle. Nie potrzebują tysiąca znajomych, bo jest to dla nich męczące i zbyteczne. Niejaki profesor antropologii ewolucyjnej z University of Oxford Robin Dunbar wskazywał, iż człowiek potrzebuje około 3-5 prawdziwych przyjaciół lub członków rodziny, następny krąg bliskich ludzi składa się z około 15 osób – czyli bliscy znajomi i dalsi przyjaciele, a wkolejnych kręgach liczących 50 i 150 osób znajdują się znajomi, z którymi nie mamy jakiejś szczególnie bliskiej więzi (źródło: http://www.focus.pl/artykul/ilu-przyjaciol-potrzebuje-czlowiek?page=1) . 

Bardzo często mamy również inną definicję dobrej zabawy. W powszechnym mniemaniu ,,dobra zabawa’’ jest równoznaczna z zabawą w klubie, spożywaniem alkoholu. Natomiast bardzo często introwertycy wolą spędzać wolny czas na swoim hobby, na spotkaniach w węższym gronie znajomych w spokojniejszych miejscach. Oczywiście nie mówię, że wyjścia do klubów są złe – każdy spędza swój wolny czas tak jak jemu to odpowiada i co jemu sprawia przyjemność. Ja jedynie pragnę pokazać, że inny sposób spędzenia wolnego czasu nie musi być wcale nudny. No i, że introwertycy preferują właśnie ten inny sposób. 

A jaki jest introwertyk na imprezie? To raczej ta osoba, która się przysłuchuje, siedzi z boku, zdecydowanie nie jest ,,lwem salonowym’’. Ja nie dość, że jestem introwertykiem to na dodatek osobą nieśmiałą z długą listą kompleksów, więc to nie pomaga w większych wyjściach. Wolę słuchać innych, bardzo nie lubię mówić i zwracać się do większego grona (chyba że znam dobrze wszystkie osoby, które się tam znajdują). Preferuję rozmowę z jedną-dwoma osobami, czuję się wtedy komfortowo. Jeżeli chodzi o samo przygotowanie do spotkania, to jeżeli jest to duża impreza, a nadto niech jeszcze będzie tam osoba za którą średnio przepadam, to stresuję się niczym przed ważnym egzaminem. Generalnie większe wyjście jest dla mnie wyzwaniem, aczkolwiek z wiekiem i doświadczeniem takie wyzwania idą mi coraz lepiej. Tak sobie myślę, że będąc nieśmiałą już chyba wolę być introwertykiem, bo tak czy siak nie mam tak wielkiej potrzeby kontaktu z innymi, niźli ekstrawertykiem, który jest nieszczęśliwy, gdy nie ma możliwości częstego obcowania z ludźmi, a z drugiej strony nieśmiałość blokuje mu realizację tej potrzeby. 

Komentarze

  1. ucieszył nie jest łatwe. Eh. Każdy zmaga się z jakimiś słabościami i innymi trudnościami. Ja np. mam lęk wysokości

    OdpowiedzUsuń
  2. Trochę generalizujesz ludzi, nie sądzisz? ;) Mało kto, nawet wśród ekstrawertyków, ma "tysiące znajomych", a do klubów chodzi zdecydowana mniejszość populacji, i z reguły w większości nawet ona wyrasta z tego kompletnie przed 25 rokiem życia. No i ekstrawertycy też przecież lubią spędzać czas na swoich hobby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpis miał być trochę przerysowany i ironiczny, nie bierz tego tak do siebie ;) Tak jak zauważyłaś, ,,tysiące znajomych'' jest hiperbolą, a samo dzielenie ludzi na introwertyków i ekstrawertyków jest skrajne, biorąc pod uwagę jakieś - właśnie - skrajne cechy. Albo dzielenie ludzi ze względu na temperament na melancholików, flegmatyków, choleryków i sangwiników - raczej nie ma osoby która reprezentuje sobą jedynie cechy przypisane do jednego temperamentu. :)

      Usuń
  3. Ciekawy temat, grafika świetna :)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Introwertycy nie ładują życiowych baterii spotykając się z ludźmi, lecz je pomalutku tracą, ładując je we własnym towarzystwie" - piękne, tak właśnie jest. Ja mam trochę dziwną sytuację, jestem introwertyczką, ale jeśli trzeba, w sytuacjach towarzyskich ubieram kapelusik ekstrawertyka i jestem duszą towarzystwa :) - i nie sprawia mi to w przykrości. Może jestem jakimś mieszańcem??? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że to całkowicie normalne - raczej nie ma osoby która w 100% posiada jedynie cechy introwertyczne, albo w 100% ekstrawertyczne. Znam trochę osób które mimo, że teoretycznie są introwertykami, to na spotkaniach towarzyskich są bardzo otwarci :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Nieśmiały introwertyk

Związki, mężczyźni - trochę feministycznym okiem

Sposoby na wypadające włosy