sobota, 21 października 2017

Mobbing


Mobbing, wykorzystywanie pracownika oraz łamanie jego podstawowych praw jest niestety czymś powszechnym. Czymś, z czym bardzo trudno walczyć. Samo pojęcie mobbingu pojawiło się dopiero w ustawie o zmianie ustawy – kodeks pracy oraz o zmianie niektórych innych ustaw z dnia 14 listopada 2003 r. Pojawienie się tych przepisów dało nadzieję pracownikom na polepszenie ich sytuacji oraz egzekwowanie negatywnych zachowań pracodawcy, który wykorzystuje swoją pozycję dominującą. Pracownik już na starcie jest w gorszej pozycji w stosunku do pracodawcy, który dyktuje nam warunki pracy. 


Według art. 943 § 2 kodeksu pracy  ,,Mobbing oznacza działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi, polegające na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu pracownika, wywołujące u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie pracownika, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników.’’.  Pracodawca ma obowiązek przeciwstawiać się mobbingowi. Pracownik, który rozwiązał stosunek pracy w wyniku podejmowanych wobec niego działań nacechowanych lobbingiem, ma prawo dochodzić odszkodowania, natomiast jeżeli w wyniku mobbingu pogorszył się jego stan zdrowia, ma prawo żądać zadośćuczynienia od pracodawcy, który to spowodował. 



Wszystko w przepisach brzmi pięknie i jasno. Jednakże rzeczywistość jest zupełnie inna. Aby domagać się odszkodowania lub zadośćuczynienia, trzeba spełnić łącznie wszystkie przesłanki, które wynikają z przytoczonego powyżej przepisu. Nadto dochodzi problem udowodnienia, że było się ofiarą mobbingu, bo to właśnie na pracowniku leży ciężar udowodnienia tego. A jak wiemy, pracodawca stosując mobbing, robi to raczej słownie niźli pisemnie (tak więc odpada dowód z dokumentu), również nie siedzimy z włączonym telefonem, który nagrywa każdą rozmowę przeprowadzoną z szefem. A świadkowie, czyli inni pracownicy, nie będą raczej zeznawać na niekorzyść pracodawcy, bo się go najzwyczajniej w świecie boją. I mimo, że teoretycznie przepisy również chronią takich pracowników, bo pracodawca nie ma prawa rozwiązać z nimi stosunku pracy właśnie z tego powodu, że taki pracownik będzie poświadczać, nawet negatywną, prawdę, to w praktyce pracodawca zawsze może znaleźć inny powód zwolnienia.

Nadto nie pomaga nam orzecznictwo w tej sprawie. Przytoczę tutaj fragment postanowienia Sądu Najwyższego z dnia 1 marca 2012 r. (sygn. akt: II PK 303/11): „Badanie i ocena subiektywnych odczuć osoby mobbingowanej, nie może stanowić podstawy do ustalania odpowiedzialności za mobbing. Badanie i ocena subiektywnych odczuć osoby, która uważa, że znęca się nad nią jej przełożony, nie może stanowić podstawy do ustalania odpowiedzialności za mobbing. Ocena, czy nastąpiło nękanie i zastraszanie pracownika oraz, czy działania te miały na celu i mogły lub doprowadziły do zaniżonej oceny jego przydatności zawodowej, do jego poniżenia, ośmieszenia, izolacji bądź wyeliminowania z zespołu współpracowników, musi opierać się na obiektywnych kryteriach.”. Tak więc aby mówić o mobbingu, nękanie i poniżanie pracownika musi mieć charakter obiektywny, czyli nie mogą być to jedynie odczucia samego pracownika, ale, chociażby, również ocena innych pracowników.

Może nie powinnam pisać tego jako przyszły radca prawny, ale pieniądze, czas i nerwy poświęcone na domaganie się sprawiedliwości nie są tego warte. W większości przypadkach nie ma żadnych dowodów prócz słów pracownika przeciwko słowom pracodawcy. Pracodawca zawsze może się wybronić mówiąc, że jego krytyka miała jedynie na celu polepszenie jakości pracy i nie miała żadnych przesłanek które wynikają z przepisów prawa pracy o mobbingu. Jest o tym mowa w wyroku Sądu Najwyższego z dnia 22 kwietnia 2015 r.(sygn. akt: II PK 166/14), iż nie można mówić o mobbingu, jeżeli celem pracodawcy nie jest poniżenie pracownika, tylko zrealizowanie planu lub prawidłowej organizacji czasu. Ale z drugiej strony, czy jedno wyklucza drugie? I jak udowodnić, że pracodawca doszukuje się jakichkolwiek, nawet najmniejszych błędów, aby poniżyć pracownika?

Wydaje mi się, że najłatwiej jest po prostu znaleźć inną pracę i odciąć się od toksycznego szefa. I najlepiej jest to zrobić jak najszybciej – lepiej popracować chwilę w pracy, która nie jest zgodna z twoim wykształceniem, ale nie traktują cię w niej jak śmiecia, niźli codziennie tolerować gnojenie ze strony pracodawcy. A niestety takie rzeczy zdarzają się nawet wśród środowisk prawniczych, które przecież powinny świecić przykładem… 





A czy wy spotkaliście się – pośrednio lub bezpośrednio – z problemem mobbingu? I jakie macie zdanie na ten temat?

sobota, 30 września 2017

Plany na październik i podsumowanie września


Uwielbiam to uczucie, gdy mimo wyrzeczeń, ciężkiej pracy i połknięć udaje się osiągnąć swój cel. Daje mi to nadzieję i chęć do dalszej pracy i wiary w to, że naprawdę wszystko jest możliwe. Po pierwsze, udało mi się dostać na aplikację radcowską! Tak więc 1000 zł wydane na egzamin i 5 dni urlopu przed egzaminem poświęcone na zakuwanie nie poszły na marne. Teraz czeka mnie zupełnie nowy etap w karierze, z czeka bardzo się cieszę. :3



Po drugie, we wrześniu znalazłam z moich chłopakiem pierwsze mieszkanie i od 1 października zacznie się również nowy etap w związku – jednak mieszkanie ze sobą to jest coś zupełnie innego niż spotykanie się.



Tak więc po ciężkim wrześniu, czas nie tylko na pracę, ale i czas dla siebie! Moje plany na październik przedstawiają się następująco:

1. Wrócić do ćwiczeń – planuję powrócenie do treningów, zaczynając od Chodakowskiej, a do tego postanowiłam ćwiczyć jogę, aby chociaż trochę się wyciszyć i zrelaksować.



2. Zacząć się uczyć czegoś innego niż prawo – jeszcze nie wiem, co to będzie. Najprawdopodobniej jeżyk angielski, który od czasu studiowania został przeze mnie rzucony w kąt.



3. Znaleźć patrona na aplikację – w końcu mam wybór!

4. Przeczytać książkę - nareszcie będę miała na to czas.



5.. Zacząć gotować i zdrowo jeść – ostatnimi czasy moja dieta składała się w głównej mierze ze słodyczy, Fast-foodów i kawy. Czuję się jak śmietnik i czas to zmienić.



Czeka mnie dużo zmian w życiu i już nie mogę się doczekać tych nowości. :)

poniedziałek, 25 września 2017

Jestem brzydka, czyli jak walczyć z kompleksami?


Pewnie nie jedna z was zna to uczucie. Patrzycie w lustro, a w nim jeden wielki kompleks, bo żeby to był tylko jeden! Gdy lista wad rośnie wprost proporcjonalnie do czasu, gdy próbujesz odnaleźć w sobie jakieś zalety. Gdy wyglądasz po prostu jak zwykła kupka i najchętniej byś nie wychodziła z domu, a jak już wychodziła, to w kominiarce. Najprawdopodobniej od czasu do czasu każda z nas się tak czuje. Gorzej, gdy przez prawie 100% czasu towarzyszy nam takie odczucie.

Myślę, że w głównej mierze przyczyną jest ciągłe porównywanie się z innymi oraz pogoń za ideałami, które nie istnieją. Czy to przeglądanie zdjęć wytoszopowanych lasek z Internetu, bez  jednej skazy, proporcjami 90-60-90, pięknymi włosami i równymi, białymi zębami. Albo nawet zwykłymi dziewczynami, które mijasz ulicą codziennie, swoimi znajomymi, przyjaciółkami chłopaka. Wszystkie one, w twojej skromnej ocenie, są tysiąc razy piękniejsze a ty nawet, jakbyś się nie starała, nigdy nie będziesz tak wyglądać. I tak zamyka się błędne koło, w którym ciągle patrzysz na inne, czujesz się coraz gorzej i nawet nie starasz się zrobić nic, by to zmienić. Tak więc PRZESTAŃ PORÓWNYWAĆ SIĘ Z INNYMI! Weź pierwszą-lepszą kartkę papieru i wypisz wszystkie swoje zalety, jakie przychodzą ci do głowy, bez zbędnej skromności. Każda z nas jest na swój sposób piękna. Możesz też poprosić bliskie ci osoby o pomoc. Następnie zastanów się nad wadami. Czy rzeczywiście są to wady, czy też może wymysł twojego zakompleksionego umysłu? A jeżeli naprawdę coś ci się nie podoba, to zastanów się, czy chcesz i możesz to zmienić. Jeżeli tak, to do roboty! Zamiast marudzić, że jesteś za gruba – zacznij ćwiczyć. Nie podobają ci się twoje włosy – pójdź do fryzjera. Ale nie marudź i przestań się ciągle porównywać z innymi, bo w ten sposób zawsze będziesz smutna i nieszczęśliwa. A jeżeli są rzeczy, które trudno zmienić (na przykład za duży nos, czy też inna część ciała, która wymagałaby interwencji chirurga) – pokochaj ją. Dzięki temu jesteś wyjątkowa i niepowtarzalna. Zrób z tego swój atut.

Możesz również zrobić proste ćwiczenie, które wykonuj codziennie przez minutę, dwie. Stań przed lustrem i powtarzaj sobie, że jesteś piękna. Powtarzaj to tak często, aż w końcu w to uwierzysz – bo to przecież prawda.

Kolejnym problemem zakompleksionych dziewczyn jest to, że dużo (o wiele za dużo) czasu poświęcają na myśleniu o swoich kompleksach oraz swoim wyglądzie. Oczywiście wygląd jest ważny, ale nie najważniejszy. Poświęć ten czas na swoim rozwoju, nie tylko tym zewnętrznym. Piękna dusza, charakter, budowanie pewności siebie sprawi, że również z zewnątrz będziesz wyglądać na atrakcyjniejszą.



Poniżej przedstawiam króciutką, subiektywną listę rad, jak poczuć się atrakcyjnie:

1. Jak najczęściej się uśmiechaj – nawet, gdy twierdzisz, że nie masz ku temu powodów. Znanym faktem jest że uśmiech powoduje wzrost endorfin, co wpływa na twoje samopoczucie, to, jak się czujesz, a w związku z tym, na twoją atrakcyjność.

2. Ładnie się ubierz – na przykład zamiast wygodnych jeansów, dla odmiany włóż sukienkę i buty na obcasie. Do tego dodaj seksowną bieliznę i gwarantuję, że nawet jak nie chcesz poczujesz, że twoje poczucie atrakcyjności zaczyna wzrastać o kilkadziesiąt procent.

3. Zacznij uprawiać sport – dzięki temu nie dość, że wrośnie poziom endorfin (patrz punkt pierwszy), to i twoje ciało i zdrowie ci podziękuje. Już kilka treningów może sprawić, że poczujesz się lepiej, a po pierwszym miesiącu zauważysz, że i twoje ciało wygląda lepiej.

4. Rozwijaj swoje zainteresowania – robienie tego, w czym jesteś dobra i odnosisz sukcesy sprawi, że będziesz się czuć atrakcyjniejsza i pewniejsza siebie.

5. Uwierz w to, że jesteś atrakcyjna – gdy ty w to nie uwierzysz, to nigdy się taka nie staniesz.

6. NIE PORÓWNUJ SIĘ Z INNYMI – wiem, że rada ta jest już po raz drugi, ale uważam, że to, jak również zazdrość powoduje, że czujesz się coraz gorzej sama ze sobą. Zamiast tego doceń zalety w innych osobach, przestań im zazdrościć. Zawiść jest zła.

7. Wizyta u psychologa – jeżeli sama sobie nie radzisz ze swoimi kompleksami, pomoc osoby trzeciej może okazać się nieoceniona. Psycholog to nic złego, osoby zdrowe też do niego chodzą. Taka osoba obiektywnie spojrzy na ciebie, może ci pomóc spojrzeć na twoje problemy z zupełnie innej strony.


Wiem, że łatwo pisać/mówić, a walka z kompleksami nie jest wcale łatwa. Gdy przez kilka dni jest dobrze, a potem przez kilkanaście źle. Gdy ciągle myślisz o tym, dlaczego inne mają wszystko, a ty nic. Ale uwierz, że to naprawdę są tylko twoje wymysły. Że myśląc w ten sposób krzywdzisz siebie i sprawiasz, że jesteś nieszczęśliwa. Ograniczasz się. I w końcu sprawiasz, że nawet osoby z zewnątrz zaczynają wierzyć, że jesteś brzydka. Tak więc, zmieńmy to! 


poniedziałek, 18 września 2017

Chcesz się rozwijać - graj w gry komputerowe!


Zamiast uczenia się, wybierasz grę komputerową? Kolejny wieczór zamiast ze znajomymi spędzasz przed konsolą? Nie miej z tego powodu wyrzutów sumienia – gry komputerowe rozwijają wiele pożytecznych cech, a nawet opóźniają takie choroby jak na przykład Alzheimer. Dla osób takich jak ja, które lubią mniej lub bardziej pograć, a przy tym w trakcie grania mają z tyłu głowy nieprzyjemne myśli typu ,,Powinieneś zrobić coś ze swoim życiem’’, przedstawiam kilka korzyści płynących  zgrania w gry komputerowe.

Lepsza pamięć i więcej szarych komórek – oczywiście najlepiej sprawdzają się tutaj wszelakie gry logiczne. Np. regularna gra w Tetris powodowała, że w miejscach związanych z wrażeniami zmysłowymi oraz dotyczących koordynacji złożonych ruchów, kora mózgowa widocznie się pogrubiła.

Lepszy wzrok oraz zwinne ręce – osoby grające w gry dostrzegają więcej szczegółów, są nauczeni ,,szerszego patrzenia’’. Nadto w pewnym badaniu stwierdzono, że chirurdzy- gamerzy operują 27 % szybciej, a do tego popełniają 37% mniej błędów.

Szybsze podejmowanie decyzji – dzięki grom strategicznym, epizodycznym, symulatorom, osoba uczy się podejmować decyzje oraz rozwija to zdolność oceniania prawdopodobieństwa wystąpienia przyszłych wydarzeń, opierając się na informacjach zdobytych z otoczenia.
Rozwój kreatywności – potwierdzają to badania przeprowadzone na 12- latkach, którzy mogli pochwalić się lepszą kreatywnością w tworzeniu historii i rysunków, w przeciwieństwie do dzieci które nie grały w gry.

Zdobywanie wiedzy z różnych dziedzin – jest wiele gier, dzięki którym, chcąc nie chcąc, zdobywasz nową wiedzę ogólną. Warto również grać w gry w języku angielskim, dzięki czemu szlifujemy swój język obcy.

Współpraca w grupie – tak istotnej umiejętności możemy się nauczyć, grając w gry wieloosobowe. Nadto mamy okazję poznać osoby z różnych zakątków świata, które mają takie same zainteresowania.

Zalet grania w gry można by mnożyć w nieskończoność, ale naprawdę warto w nie grać, bo nie tylko pomoże ci się zrelaksować, ale i nauczy wielu pożytecznych rzeczy. Tak więc, już bez wyrzutów sumienia, siądź przed ekranem komputera i oddaj się tej jakże przyjemnej, a zarazem pożytecznej, czynności.

Źródło: Focus Ekstra, nr 1/2016

piątek, 15 września 2017

Sposoby na wypadające włosy


Każdej z nas marzy się kitka grubości kilkunastu centymetrów oraz lśniące, gęste włosy, które same się układają. Jeżeli nie należysz do tej grupy wybranych osób, które mogą pochwalić się bujną czupryną, a wręcz przeciwnie – masz skłonności do wypadających włosów, ten wpis jest dla ciebie
Problemy z nadmiernym wypadaniem pojawiły mi się na koniec trzeciej klasy liceum i trwały przez około rok czasu. Moje włosy były wtedy dosłownie wszędzie. Po myciu znajdywałam kupkę swoich mizernych kłaczków w odpływie, na ubraniach, poduszce. Dosłownie wszędzie. Chyba nie muszę wyjaśniać jak bardzo źle się z tym czułam – włosy to jednak taka wizytówka kobiety. A wyglądało na to, że za parę miesięcy na głowie zostaną mi trzy włosy na krzyż.

Oczywiście pierwszym krokiem była wizyta u lekarza, aby sprawdzić, czy mój problem wynika z jakiejś choroby. Na szczęście okazało się, że nie dolegało mi nic groźnego, jedynie niedożywienie organizmu (efekt ,,cudownych’’ diet, które stosowałam od ładnych paru lat), co przecież można było odmienić.

Tak więc pierwsze co zmieniłam, to dietę. Skończyłam  głodówkami, pomieszanymi z nadmiernym, niezdrowym jedzeniem. W momencie, gdy zobaczyłam, że mam z tym problem, odechciało mi się kolejnych eksperymentów jedzeniowych. Wprowadziłam do swojej diety więcej produktów bogatych w żelazo. Trzeba również pamiętać o tym, że złe jedzenie i używki szkodzą naszym włosom. Czyli warto ograniczyć do minimum, bądź zupełnie wyeliminować fast-foody, kawę, cukier.

Do zdrowej diety można również wprowadzić tabletki, które dodatkowo zlikwidują nadmierne wypadanie i będą odbudowywać włosy od wewnątrz. Takich specyfików na rynku jest naprawdę wiele i myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Mi pomogły tabletki Silica, przepisane przez moją lekarkę. Brałam je przez trzy miesiące i w połączeniu z normalnym jedzeniem i preparatami stosowanymi na zewnątrz zdziałały cuda!

Picie drożdży lub herbaty z pokrzywy i skrzypu. Efekty takiej kuracji zauważyłam po miesięcznym, codziennym piciu tychże składników. Szczególnie jeżeli chodzi o drożdże. Włosy stały się mocniejsze, szybciej rosły, a co najważniejsze, pojawiły się nowe ,,baby hair’’. Fakt, nie jest to najsmaczniejszy napój do picia, ale warto przecierpieć, bo efekty naprawdę są rewelacyjne.  

Aby wzmocnić włosy od zewnątrz, gorąco zachęcam do regularnego stosowania wcierek do włosów. Zacznę od naturalnego specyfiku, którym jest kozieradka. Można ją kupić niemal w każdej aptece, a przygotowanie jej jest naprawę szybkie i proste. Wystarczy zalać 1 łyżkę zmielonych nasion kozieradki około ¾ szklanki wrzącej wody, a gdy ostygnie, wcierać taki gotowy płyn w skórę głowy. Już po pierwszy stosowaniu włosy zdecydowanie mniej wypadają. Drugą wcierką, którą mogę polecić, jest wcierka jantar, po tych kilku latach nadal jest to jeden z moich ulubionych produktów do włosów.

Następnymi produktami zewnętrznymi, których systematyczne stosowanie będzie skutkować piękniejszymi i zdrowszymi włosami, są takie produkty, jak mgiełki do włosów (ułatwiają rozczesywanie), odżywki (ja stosuję po każdym myciu), maski do włosów (około raz w tygodniu) oraz oleje do włosów (niestety mimo, że rzeczywiście są skuteczne, mnie odstrasza czasochłonność ich wcierania, a następnie zmywania). U mnie od dobrych paru lat króluje odżywka Garniera Ultra Doux olejek awokado i masło karite oraz maska do włosów NaturVital, aloesowa, dla wrażliwej skóry głowy. Po ich zastosowaniu moje włosy są lśniące, puszyste i miękkie w dotyku. Ich dodatkowym, acz ważnym atutem jest bardzo korzystna cena.



Post jest bardzo ogólny, bo i tematyka włosowa, dotycząca wypadających włosów, sposobów na wypadające włosy i ich pielęgnacji jest tematem-rzeką. Jeżeli jesteście zainteresowane, chętnie szerzej opiszę moją walkę z niesfornymi włosami oraz polecę produkty, które na mnie się sprawdziły. I jeżeli macie swoje sposoby i ciekawe produkty włosowe, to podzielcie się nimi, z chęcią spróbuję czegoś nowego. :)

niedziela, 10 września 2017

Posiadanie kota, czyli kilka rzeczy, które musisz wiedzieć, zanim się na niego zdecydujesz


Jeżeli zdecydujesz się na adoptowanie bądź kupienie tego pozornie słodkiego zwierzaczka, powiadam wam, zastanów się nad tym dwa razy. A najlepiej pięć. Posiadanie kota to nie są przelewki, jego obecność sprawi, że twoje życie zmieni się o 180 stopni. Serio.

Na początku musisz przygotować trzy, bardzo ważne rzeczy, zanim w twoim mieszkaniu pojawi się kot: cierpliwość, zapas plastrów oraz wodę utlenioną. Kolejność nie jest przypadkowa. Mój kot chyba widzi i wyczuwa, kiedy zagoją mi się ostatnie rany, które on zadał i dba o to, by ciągle pojawiła się nowa. Odkażenie i plaster są niezbędne, by przetrwać. Cierpliwość rozumie się sama przez siebie - posiadanie kota to jak posiadanie małego dziecka. Wszędzie go pełno, jest głośny, ciągle głodny i trzeba po nim sprzątać kupki. A jest nawet gorszy, bo wszędzie wlezie. Dosłownie wszędzie- nawet w tą małą przestrzeń pod łóżkiem, pod którą fizycznie nie miał prawa wleźć. Ale wlazł.

Na początku zastanów się, czy na pewno ma być to kot. Może jednak jakieś inne zwierzę? Koty są niepowtarzalne i mają swój charakterek. Wszędzie wskakują, zadowolone chłepczą twoją herbatkę z kubka, budzą cię o 4 nad ranem i lubią być w centrum uwagi, ale zarazem uwielbiają niezależność. Na pewno nie wychowasz ich tak, jak psa.

Przygotuj się psychicznie na nocne bieganie i na to, że kot to głośne stworzenie. To mit, że koty są pełnymi gracji, zgrabnymi zwierzakami. W nocy, czy też nad ranem, gdy masz zamiar się wyspać, one decydują się na nocne szaleństwo, w którym okazuje się, że tupoczą i hałasują niczym stado słoni. Albo słynne budzenie o wczesnych godzinach porannych. Mój kot zaczyna mruczeć i przymilać się do mnie, a gdy to nie sprawi, że o 4 rano wstanę z łóżka i nie zacznę się nim zajmować, siada mi prawie na twarz albo na głowie i delikatnie, tą maciupką łapką, zaczyna mi ugniatać włosy. Nie powiem, jest to nawet przyjemny masaż głowy.

Koty są złośliwe. To znaczy są dwie grupy ludzi. Jedni uważają, że koty nie mają wrednego charakteru i po prostu fakt, że po tym, jak dasz mu reprymendę narobi ci do torby, to jest to twoja wina i on po prostu ma jedynie problemy behawioralne. I jest też druga grupa osób która jest zdania, że koty są podobni do ludzi i gdy coś im się zabroni, potrafią się obrazić, albo złośliwie narobić w miejscu dla nich nie dozwolonym. Ja należę do tej drugiej grupy. Mój Naboki, gdy wieczorem wpada w tzw. ,,szaleństwo’’, czyli lata jak głupi po pokoju i próbuje mnie podgryzać, a ja mu jakoś w tym przeszkodzę, potrafi się na mnie obrazić, przez co nie śpi ze mną w łóżku i nie próbuje mnie budzić, miziając po twarzy. Zamiast tego próbuje podgryzać moje nogi przez kołdrę.

Koty drapią i lubią zrzucać rzeczy z półek. Tutaj przyda się kolejna dawka cierpliwości, by uczyć malucha korzystania z drapaka. Mój dopiero po ponad dwóch miesiącach czasu ze mną nagle stwierdził, że może ten drapak nie jest w pokoju dla ozdoby. Wcześniej nic nie pomagało- ani bawienie się przy drapaku, przenoszenie go na niego, gdy drapał łóżko, ani przeniesienie samego drapaka, ani nawet kocimiętka. Ale nadszedł ten dzień, gdy mój syn (a w zasadzie nasz syn) nagle zaczął się nim interesować. Czułam się i nadal czuję jak dumna matka, której dziecko zaczyna stawiać swoje pierwsze kroki. Piękna chwila.

Trzeba przygotować się na wydatek.  Pierwsza wyprawka, czy kuwetka, drapak, transporter, miseczki, a do tego wizyty u weterynarza. To wszystko kosztuje. I do tego dochodzi jedzenie. Koty chyba posiadają niezidentyfikowane cztery żołądki jako krowa. Nie ważne ile będą miały karmy w miseczce, zjedzą wszystko i będą się domagać więcej. Jednak trzeba być silnym i nie przekarmiać go, bo okaże się, że po kilku miesiącach twój kotek wygląda jak sporej wielkości puszysta kulka, która zamiast skakać toczy się i ciągle miauczy. Bo ciągle jest głodna. I przejada więcej kasy niż ty jesteś w stanie zarobić.

Pamiętaj, aby regularnie czyścić kotu kuwetę.  Ale nie martw się, gdy o tym zapomnisz- kot nie zapomina. Gdy będzie w niej za brudno, on postanowi załatwić się na środku pokoju. I uwierz mi, wtedy już nigdy nie zapomnisz. Zresztą ja wolę sprzątać częściej, dzięki czemu nie śmierdzi i zajmuje mi to mniej czasu. No i apropos czyszczenia kuwety-pozostaje wybór żwirku. A to nie jest proste, by żwirek nie dość, że pasował kotu, to jeszcze tobie. W ciągu dwóch miesięcy wypróbowaliśmy trzy, zanim wybraliśmy taki, który spełnia oczekiwania obu stron.


Takie są moje spostrzeżenia i rady po ponad dwóch miesiącach posiadania kotka. Po tym czasie stwierdzam, że to naprawdę fascynujące zwierzęta i można o nich pisać w nieskończoność. Dla osób, które chcą się, mimo wszystko, zdecydować na adoptowanie kota, proponuję zaopatrzyć się w kilka książek na ich temat, porozmawianie o kotach z osobami, które je już mają. Nadto nie bierzcie kotka zbyt wcześnie od mamy poczekajcie ok.  12-14 tygodni. Do tego czasu zdąży się wiele nauczyć od matki. 

wtorek, 5 września 2017

Jak zmotywować się do treningu?



Tak jak wspominałam – ostatnimi czasy bardzo interesuje mnie tematyka związana z motywacją – uwielbiam na ten temat czytać. Artykuły, książki, blogi, które przedstawiają techniki motywujące, czy też historie ludzi, którzy mimo przeciwności losu, czy też zwykłego lenistwa, potrafili coś osiągnąć, znaleźć swoją pasję – jest to coś, co sprawia, że sama chcę się zmieniać. Tym razem jednak chciałabym się skupić na motywacji dotyczącej konkretnej dziedziny, a mianowicie treningu fizycznego.

Zaczęłabym od podstawowej rzeczy, o czym już wspominałam:

Czerp z tego przyjemność
Znajdź taką dyscyplinę sportową, która będzie dla ciebie przyjemnością. W każdych poradnikach czytałam, że bieganie jest najlepszym sposobem na schudnięcie, formę, wzmocnienie organizmu i w ogóle to jest to najlepszy wysiłek, jaki możesz wybrać. Niestety za każdym razem, gdy swoją przygodę z byciem fit zaczynałam od biegania, kończyło się to fiaskiem. Pewnego dnia odkryłam treningi fitness na youtubie i okazało się, że to jest właśnie TO. Może dla ciebie będzie to jazda na rolkach, rowerze, pływanie, siłownia, czy trenowanie jakiejś sztuki walki. Nie przekonasz się co to jest, dopóki nie spróbujesz. Tak na marginesie – po około roku trenowania fitness zaczęłam biegać i jednak okazało się, że nie jest to takie złe. J Polubiłam ten rodzaj zmęczenia, to, że mogę odciąć się od wszystkiego, włożyć słuchawki w uszy i być w swoim świecie. No i okazało się, że po regularnym joggingu moje nogi wyglądały tak dobrze jak nigdy wcześniej.

Zapomnij o mierzeniu i ważeniu
Jeżeli będziesz skupiona jedynie na zgubieniu centymetrów i kilogramów, zupełnie zakryje ci to radość, którą możesz czerpać z regularnych treningów. Poza tym liczby nie są najważniejsze, bo może się okazać że mimo tego, iż nie zgubiłaś ani jednego kilograma, to jesteś szczuplejsza i lepiej się prezentujesz. Poza tym, co jest częstym błędem początkujących osób, to jest właśnie podejście, że już po tygodniu zobaczą spektakularne efekty, a do tego codziennie ważą się i mierzą zdziwione, że po jednym dniu ćwiczeń i diety nic się nie zmieniło. Jedynym efektem takiego działania będzie to, że się zniechęcisz. Ja pokochałam ćwiczenia dopiero wtedy, gdy przestałam zwracać uwagę na swoją wagę, a ważniejsze stało się to, jak się czuję i jak regularne ćwiczenie sprawia, że jestem po prostu szczęśliwsza i pewniejsza siebie. Niestety kiedyś podchodziłam do tego zupełnie inaczej. Katowałam się ćwiczeniami parę tygodni, żeby tylko jak najwięcej schudnąć. Nienawidziłam ćwiczeń i nigdy nie byłam zadowolona z ich efektów. Natomiast skupienie się na swoim zdrowiu i traktowaniu treningu jako sposobu na życie sprawiło, że przez 2 lata regularnie trenowałam i naprawdę to uwielbiałam.

Nie porównuj się z innymi
Szczególnie z laskami z instagrama czy też z trenerkami. Po pierwsze to, że wyglądają na zdjęciach tak, a nie inaczej, w głównej mierze wynika z tego, jak pozują do zdjęcia, od światła, przy którym zdjęcie jest robione i od tego, że najczęściej są na czczo, gdy sobie je robią. Po drugie, w większości przypadków dobry wygląd i trening to jest  ich zawód, w ten sposób zarabiają. Poza tym każda z nas ma inny typ sylwetki, tak więc chcąc nie chcąc będziemy się od siebie różnić. I nie ma w tym nic złego.

Znajdź osoby, które też trenują
Dzięki takim osobom, gdy przyjdzie chwila zwątpienia (a taki zdarzają się każdemu), znowu poczujesz się zmotywowana. Dla mnie pierwszą taką motywacją były dziewczyny ze strony Ewy Chodakowskiej z facebooka- znalazło się tam tysiące dziewczyn podobnych do mnie, które też zaczynały trenować, które dzieliły się swoimi sukcesami, a także porażkami. Czułam, że nie jestem sama! Potem motywowałam się razem z przyjaciółką i chłopakiem. Gdy nie chciało mi się biegać i wolałam zostać w domu, taka osoba sprawiała, że mimo lenia w tyłku jednak ruszałam swoje szanowne cztery litery z kanapy.

Urozmaicaj swój trening
Nie tylko z tego względu, że organizm przyzwyczaja się do wysiłku i po robieniu non-stop tego samego już nie będzie takich efektów, jak na początku. Ale też z tego powodu, że robienie ciągle tych samych ćwiczeń sprawi, że się znudzisz i z każdym treningiem będzie ci coraz trudniej go realizować. Dlatego szukaj coraz to nowych ćwiczeń, albo nowych tras biegania, czy jeżdżenia na rowerze.

To główne czynniki, które sprawiały, że nie poddawałam się i regularnie ćwiczyłam. Niestety od kiedy zaczęłam pracować, a do tego pogorszyła się moja odporność, mam problem, by wrócić do swoich treningów. Może też kłopot w tym, że znowu za bardzo zwracam uwagę na efekty i zbyt porównuję się z innymi?

A wy jak się motywujecie do ćwiczeń i co trenujecie? 

sobota, 2 września 2017

Nieśmiały introwertyk



Introwertyzm jest bardzo często mylony z nieśmiałością, chodź nie powinno mieszać się tych pojęć.
Podział ludzi ze względu na osobowość introwertyczną oraz ekstrawertyczną wyróżnił Karol Gustaw Jung. W skrócie- introwertyk czerpie przyjemność i energię jak gdyby ,,od siebie’’, przebywając sam ze sobą- w przeciwieństwie do ekstrawertyków, którzy taką energię zyskują, gdy przybywają wśród innych ludzi. Introwertyk jest raczej osobą skrytą, która woli słuchać niż mówić, nie ,,leje wody’’, jest osobą spokojną, która najlepiej się czuje w gronie kilku bardzo dobrych znajomych i raczej nie posiada tysiąca przyjaciół i nie przepada za wielkimi imprezami.

Jednakże rzadko kiedy znajdują się osoby, które posiadają jedynie cechy introwertyczne, czy też ekstrawertyczne. Nadto w najnowszych badaniach wyróżniono 4 typy osobowości introwertycznych. Czyli introwertyk społeczny- który nie jest osobą nieśmiałą, aczkolwiek lepiej się czuje wśród mniejszego grona znajomych, niźli na dużej imprezie pełnej niekoniecznie znanych mu osób. Introwertyk- myśliciel, który często zatapia się w swoim świecie marzeń i przemyśleń, przez co zdarza mu się za dużo analizować codzienne zachowania. Introwertyk-wycofany, który zanim podejmie jakąkolwiek decyzję, długo analizuje za i przeciw, jego wszystkie wypowiedzi są bardzo przemyślane. I na końcu introwertyk-lękliwy, który nie czuje się dobrze wśród ludzi, non-stop analizuje swoje i innych zachowania oraz dialogi, które przeprowadził- mieszanka typu pierwotnego-introwertycznego oraz nieśmiałości.

Najgorzej, jak jesteś typ ostatnim typem introwertyka- czyli nieśmiałym introwertykiem. To właśnie ja. I naprawdę nie jest łatwo być takim typem osobowości. Gdy często chciałbyś pójść w jakieś nowe miejsce, ale brakuje ci odwagi- bo przecież w tym nowym miejscu będą nowe osoby, które nie znasz i do których musisz się przecież odezwać. Gdy z chęcią wyszedłbyś na jakąś imprezę, ale boisz się, że znowu będziesz odstawać i wymyślasz tysiące czarnych scenariuszy co może pójść nie tak. Gdy nawet, jak masz coś do powiedzenia, to tego nie powiesz- bo przecież ktoś może cię wyśmiać. A z drugiej strony wiesz, że 99% tych czarnych scenariuszy i tak się nie wydarzy, oraz, że nikt nie będzie oceniał każdego twojego słowa. A mimo tej wiedzy i tak cię coś blokuje.

Ale wszystko da się zmienić i można pracować nad swoją nieśmiałością i niektórymi utrudniającymi życie cechami introwertycznymi. Oczywiście introwertyk raczej  nigdy nie będzie typem lwa salonowego, ale nie o to w tym chodzi. Warto przełamywać się i jak najczęściej wychodzić poza swoją strefę komfortu. Z czasem sytuacje, które powodowały u ciebie dreszcze i nocne koszmary staną się czymś naturalnym- albo chociaż akceptowalnym. Mi w okiełznaniu niektórych przywar pomogła aktualna praca, która wymaga ode mnie kontaktu z innymi, zdobywaniu nowych informacji- a często w ich zdobyciu niezbędny okazał się kontakt z innymi. Na początku było mi bardzo ciężko- przed każdym telefonem modliłam się kilka minut i starałam się rozmawiać wtedy, gdy nikogo nie było w zasięgu mojego głosu. A każdą rozmowę z szefem traktowałam jako przykrą konieczność. I może teraz nadal nie jest jeszcze tak, jakbym chciała, ale zrobiłam ogromny postęp- załatwianie spraw i rozmowa z innymi nie wywołuje u mnie palpitacji serca i jest już pewną rutyną. Tak samo jest w kontaktach z nowymi ludźmi- staram się chodzić na mniejsze spotkania, gdzie znam już chociaż jedną, dwie osoby- wtedy czuję się pewniej i potrafię ze spotkań czerpać przyjemność.
Warto też zadać sobie pytanie, skąd wynika ta nieśmiałość. Jakieś przykre zdarzenie z przeszłości, wychowanie? W moim przypadku dużą rolę odgrywa tutaj bardzo niska samoocena. Ale o próbach jej zwalczania napiszę przy innej okazji.


A jak wy sobie radzicie jako introwertycy, bądź osoby nieśmiałe? Macie może jakieś sprawdzone sposoby na przełamywanie swoich lęków?

piątek, 1 września 2017

Żeby mi się chciało tak jak mi się nie chce… czyli coś o motywacji


Temat motywacji jest dla mnie w tym momencie najbardziej ,,na topie’’, w związku z czym postanowiłam zacząć właśnie od niego.

Od jutra. Od poniedziałku. Od nowego miesiąca, Nowego Roku, albo gdy księżyc znajdzie się w opozycji z Marsem, a Merkury w koniunkcji z Jowiszem…. I ostatecznie nigdy nic z tego nie wychodzi. Albo wychodzi, ale na dzień dwa- w porywach wiatru na tydzień. Dlaczego tak się dzieje i co zrobić, by w końcu się to zmieniło?

Może zacznijmy od małego pocieszenia- fakt, że mimo porażek, nadal dzielnie próbujesz coś w swoim życiu zmienić, coś osiągnąć, że mimo wszystko nadal od poniedziałku próbujesz regularnie się uczyć- świadczy to o tym, że masz w sobie tą motywację i chęć do zmiany. To jest już coś. Pytanie tylko co zrobić, aby nie być jak ten Syzyf, co ciągle i nieprzerwanie wtacza ten ciężki głaz na górę, z czego nie wynika nic poza tym, że przez całą wieczność pozostaje na etapie wtaczania kamienia i nigdy nie udaje mu się go postawić na samym szczycie góry. Dlatego przygotowałam listę rad i spostrzeżeń na temat tego, jak osiągnąć obrane przez siebie cele, jak utrzymać motywację trochę dłużej niż przez jeden wieczór i jak małymi kroczkami iść przed siebie i realizować swoje plany i marzenia.

  1. Nie obiecuj sobie za dużo zmian na raz- w myśl zasady ,,co za dużo to nie zdrowo’’. Rozumiem, że w ciągu jednej nocy każdy chciałby być Supermanem z intelektem Einsteina, do tego cudowną sylwetką, charakterem itd. Jednakże z doświadczenia wiem, że obiecywanie sobie na raz wiele rzeczy i robienie listy postanowień na kilkadziesiąt podpunktów sprawi, że ostatecznie nic się nie zrobi. To cudownie, że chcesz codziennie przez godzinę ćwiczyć crossfit, następnie przez kolejne dwie uczyć się angielskiego, chińskiego i może jeszcze jakiegoś trzeciego języka, uczyć się grać na gitarze, po południu jeszcze pomagać w domu spokojnej starości, a do tego poszerzać swoje kompetencje w pracy i mieć czas dla przyjaciół. To naprawdę świetnie i jestem pewna że możesz to wszystko osiągnąć, ale rób to małymi kroczkami. Zacznij od realizowania jednego, dwóch celów i skup się tylko na nich. Dzięki temu nie zniechęcisz się i szybko zauważysz postępy.
  2. Zrób listę rzeczy, które chcesz osiągnąć/zmienić- nawiązanie do pierwszego punktu. Warto na początku zrobić taką listę marzeń i celów- spisać wszystko, co chciałoby się zdobyć i zmienić w swoim życiu. Następnie wybierz jedną- dwie rzeczy, na których najbardziej ci zależy i zastanów się co musisz zrobić, by to osiągnąć i ile czasu w ciągu dnia możesz na to poświęcić. Poszukaj potrzebnych materiałów do osiągnięciu wybranych przez siebie celów, zaplanuj w jakim czasie i w jakim stopniu chcesz się czegoś nauczyć. Na przykład ja w tym momencie jestem skupiona głównie na nauce do egzaminu wstępnego na aplikację- rozplanowałam sobie, jaki materiał muszę przyswoić i ile czasu mogę poświęcić na poszczególne kodeksy i ustawy. I obiecałam sobie, że codziennie zrealizuję określoną ilość materiału.
  3. Wizualizacja celów- jeżeli czujesz nadchodzące zwątpienie, wyobraź sobie jak będziesz się czuć, gdy osiągniesz to, co sobie postanowiłeś. Jaki będziesz z tego dumny, jak to pozytywnie wpłynie na twoje życie. Otaczaj się inspirującymi rzeczami wokół siebie, które ciągle będą ci przypominać o twoim celu. Ale pamiętaj, by skupić się na tych pozytywnych rzeczach- nie myśl w kategoriach tego, co złego się stanie, gdy czegoś nie uda ci się zrobić- tylko nie potrzebnie będziesz się stresować i wpłynie to gorzej na twoją pracę.
  4. Mówienie o swoich celach innym- dzięki temu, że twoi najbliżsi będą wiedzieć o twoich celach, będziesz miał większą motywację, by nie przestawać tego realizować. Gdy chwalę się, że od dłuższego czasu udaje mi się regularnie czegoś uczyć, jest mi najzwyczajniej  świecie głupio potem przyznać, że jednak zawaliłam. Poza tym może znajdziesz osobę, z którą mógłbyś razem coś robić- na przykład razem chodzić na treningi, czy uczyć się języka obcego. Praca z kimś, kto widzi twoje postępy, wspiera cię, razem z tobą pracuje- a także z osobą, z którą możesz rywalizować- bardzo motywuje!
  5. Znajdź w tym wszystkim przyjemność- niech osiąganie celów nie będzie przykrym obowiązkiem. Jeżeli przy każdym treningu będziesz myśleć ,,Kiedy to się skończy’’, nic z tego nie będzie. Niech zmienianie siebie i osiąganie celów będzie twoim stylem życia, a nie ciężarem, który masz nadzieję, że szybko zrzucisz. Rzeczywiście, na początku może być ciężko regularnie nad czymś pracować, uczyć się czegoś nowego, trenować- w końcu łatwiej jest nic nie robić. Odbębnić swoje 8 godzin w pracy, a następnie siedzieć do góry brzuchem i przeglądać śmieszne filmiki o kotach. Ale po pierwszym miesiącu będzie już tylko lepiej i nagle poczujesz się dziwnie, jeżeli wieczorem nie poświęcisz chwilki, by pouczyć się nowych francuskich słówek, czy też włączyć sobie kolejną lekcję z programowania. Nagle stanie się to dla ciebie tak normalne, jak wcześniej przeglądanie memów po pracy.  


I najważniejsze- nie poddawaj się. Gdy odpuścisz parę dni- nie zaczynaj od początku i nie czekaj do następnego poniedziałku, następnego miesiąca, roku. Rób dalej swoje i czerp z tego satysfakcję. Staraj się codziennie żyć i uczyć się czegoś nowego, a nie po prostu egzystować. 

środa, 30 sierpnia 2017

Jeszcze tylko zamiotę pustynię i mogę iść się uczyć... czyli dlaczego założyłam bloga.

Pewnie zna to prawie każdy z was. Okres sesji, czy też- w moim przypadku- jeden, ważny egzamin, który zadecyduje o twoim życiu. Czas, kiedy powinieneś zapomnieć o życiu zwykłego śmiertelnika, zapomnieć o rodzinie i znajomych. Dla mnie jest to jednak czas, gdy nagle pojawia się wena twórcza, tysiące nowatorskich pomysłów i chęci do działania. I właśnie dlatego w końcu powstał ten blog, chociaż z zamiarem jego stworzenia nosiłam się już od dłuższego czasu.



Jak sama nazwa bloga wskazuje- jestem introwertyczką. Nie jest to ani powód do dumy, ani wstydu. Po prostu taka jestem. I taki punkt widzenia mam zamiar przedstawić na tym blogu, wstawiając wpisy różnorodne- poczynając od swoich przemyśleń, motywacji, recenzji książek i filmów, na introwertyzmie kończąc. Tak więc... miłego czytania, czuj się jak u siebie!

Mobbing

Mobbing, wykorzystywanie pracownika oraz łamanie jego podstawowych praw jest niestety czymś powszechnym. Czymś, z czym bardzo trudno wa...